Real Madryt po raz kolejny żegna się z Ligą Mistrzów na etapie 1/8 finału. Tym razem piłkarze Królewskich nie potrafili zwyciężyć w dwumeczu z Olympique Lyon. Po wyjazdowej porażce, Real tylko zremisował u siebie 1:1.
Ciężko mi coś napisać, kiedy muszę informować Was o złych wydarzeniach z Santiago Bernabeu. To były znów za wysokie progi... Po Juventusie Turyn, Arsenalu Londyn, Bayernie Monachium, AS Romie i Liverpoolu, Olympique Lyon jest szóstym zespołem, który pozbawia Królewskich marzeń o grze w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.
Przejdźmy teraz do opisu przebiegu gry, potem będzie czas na dogłębne analizowanie błędów, poszukiwanie winnych i wyciąganie konstruktywnych wniosków na przyszłość.
Już w pierwszej minucie gola mógł zdobyć Brazylijczyk Kaka, jednak piłkę po jego uderzeniu obronił Hugo Lloris. Co się jednak odwlecze to nie uciecze. Sześćset sekund później piłkę do siatki Lyonu skierował Cristiano Ronaldo. Real odrobił bardzo szybko straty z pierwszgo spotkania i wydawało się, że w takiej sytuacji kolejne gole dla Królewskich będą tylko kwestią czasu.
Potwierdzały to akcje przeprowadzane przez piłkarzy gospodarzy. Swoje sytuacje mieli Kaka i Higuain. Ten drugi w dwudziestej czwartej minucie w sytuacji sam na sam z Llorisem, minął bramkarza Lyonu i piłka po jego strzale odbiła się od słupka. Realowi zabrakło w tej sytuacji szczęścia, a mogło być już 2:0...
Trzy minuty później Higuain miał kolejną sytuację. Świetną akcję przeprowadził Kaka, który wywiódł w pole trzech obrońców rywala i wystawił piłkę Gonzalo. Ten jednak nie potrafił z bliskiej odległości pokonać dobrze interweniującego Llorisa.
Pierwsza połowa toczyła się wyraźnie pod dyktando Realu Madryt. Ekipa Królewskich miała zdecydowaną przewagę i powinna była prowadzić wyżej niż 1:0. Lyon praktycznie nie istniał na boisku. Niezbyt liczne kontry najczęściej kończyły się na parze stoperów naszej drużyny.
Obraz gry, niestety, diametralnie zmienił się po przerwie. Tuż po wznowieniu drugiej połowy swoje sytuacje mieli wprowadzony na boisko Gonalos i Govou. Potem z dystansu uderzał Lisandro, jednak dobrze interweniował Casillas.
Kiedy przewagę miał Lyon, do głosu doszli piłkarze Królewskich. Z dystansu uderzali Granero i Kaka, jednak nie były to celne strzały. Obie ekipy po wznowieniu drugiej połowy wzajemnie wymieniały ciosy i wydawało się, że bramki są tylko kwestią minut.
I tak też się stało w siedemdziesiątej czwartej minucie. W polu karnym Królewskich znalazł się Miralem Pjanić, który wykorzystał niefrasobliwość naszych stoperów i pokonał bezradnego Casillasa. Lyon wyrównał na kwadrans przed końcem i już było pewne, że awans do ćwierćfinału znacznie oddalił się od Realu, który potrzebował aż dwóch bramek. Jednak mając w pamięci mecz z Sevillą, kibice ciągle wierzyli, że ich ulubieńcy zdobędą te dwa gole.
Real jednak osłabł po stracie bramki. Swoje próby mieli Van der Vaart i Arbeloa, jednak nie były to groźne uderzenia. Lyon wyraźnie zamknął się na własnej połowie i liczył na kontrataki.
W samej już końcówce spotkania Lyon miał dwie wyśmienite okazje. Najpierw Lisandro Lopez po akcji Cissokho w sytuacji sam na sam z Casillasem uderzył obok bramki, a dwie minuty później Delgado z około szesnastu metrów uderzył ponad bramką w bardzo klarownej sytuacji.
Real Madryt odpadł więc z Champions League. Czego tym razem zabrakło? Szczęścia i skuteczności. Gdyby Gonzalo Higuain miał lepiej ustawiony celownik, to Królewscy do przerwy prowadziliby spokojnie 3:0. Tak się jednak nie stało.
Rozpocznie się teraz ogromna nagonka na trenera Pellegriniego. Rozpoczął ją już dziennik Marca, który swoją pomeczową relację zatytułował w dość jednoznaczny spsób: "Adios Champions, adios Pellegrini". Ja jestem zwolennikiem trenera z Chile i uważam, że powinien dostać jeszcze minimum jeden sezon na udowodnienie swojej wartości. Przecież obecny szkoleniowiec Królewskich osiągnął w Champions League to samo co jego poprzednicy, a więc: Luxemburgo, Lopez Caro, Capello, Schuster i Juande Ramos. Szkoda, że tylko pierwszy z wymienionych trenerów i niemiecki szkoleniowiec mimo wpadki w Europie utrzymali swoje stanowiska na kolejny sezon...
Miałem nadzieję, że pisząc tę pomeczówkę będę mógł napisać coś w stylu "Real Madryt wreszcie przebrnął 1/8 finału Ligi Mistrzów". Ale bardziej jednak wypada mi napisać następujące słowa: roczarowanie, z dużej chmury mały deszcz, za wysokie progi, a miało być tak pięknie... Co kto woli. Każdy na swój sposób może nazwać tę wpadkę...
Real Madryt nie gra więc już w Copa del Rey i Champions League. Zostały nam tylko rozgrywki La Liga. Miejmy nadzieję, że przynajmniej tutaj będziemy mieli więcej szczęścia i za rok powalczymy o tryumf w Lidze Mistrzów...
I tak jeszcze na koniec kilka słów o największym przegranym tego dwumeczu z Lyonem. Nie jest to Pellegrini, nie jest to Real, nie jest to Perez, jest to Santiago Bernabeu. Nasz ukochany stadion, na którym odbędzie się finał Ligi Mistrzów w tym sezonie. Stosując przenośnie, na imprezie organizowanej w naszym domu, nie będziemy się bawić my, jednak inni, obcy nam goście...
Real Madryt - Olympique Lyon 1:1:
1:0 Cristiano Ronaldo, 6'
1:1 Miralem Pjanić, 74'
Składy:
Real Madryt: Casillas - Ramos, Albiol, Garay, Arbeloa (Diarra, 86'); Lass, Guti; Granero (Van der Vaart, 64'), Kaka (Raul, 79'), Cristiano Ronaldo; Higuain
Olympique Lyon: Lloris - Reveillere, Cris, Boumsong (Kallstrom, 46'), Cissokho; Toulalan, Makoun (Gonalons, 46'), Govou, Pjanić (Ederson, 86'), Delgado; Lisandro Lopez
Żółte kartki:
Real Madryt: Granero, Van der Vaart
Olympique Lyon: Cris, Delgado
