Już jutro, 21 lutego o godzinie 18:00 podopieczni Jose Mourinho zmierzą się na moskiewskich Łużnikach w pierwszym spotkaniu 1/8 finału Champions League z miejscowym CSKA. Czy „Los Merengues” uda się zdobyć mroźną stolice Rosji?
Zdobycie Moskwy to nie lada wyzwanie, o czym boleśnie przekonali się Napoleon, czy Hitler (do tej pory rosyjską stolicę udało się zdobyć tylko Polakom i nie mam tutaj wcale na myśli zeszłorocznych dokonań Legii). Być może jutrzejszego wieczoru podopieczni „The Special One” nie będą musieli mierzyć się z największym atutem Rosjan – „Dziadkiem Mrozem”, bowiem ponad dwudziestostopniowe mrozy zelżały i prognozy pogody przewidują na jutro „tylko” ok. -5 stopni Celsjusza i opady śniegu.
„Los Blancos” jeszcze ani razu nie grali z CSKA w Lidze Mistrzów, jednak wcześniej mierzyli się dziesięciokrotnie z rosyjskimi klubami wygrywając sześciokrotnie, raz remisując i trzykrotnie przegrywając. Ostatni pojedynek na ziemi rosyjskiej Real rozegrał pod koniec 2008 roku wygrywając 2:1 z Zenitem St. Petersburg. Podczas poprzedniej wizyty w Moskwie „Królewscy” wywieźli skromne zwycięstwo 1:0 po bramce (brazylijskiego) Ronaldo.
Co prawda wyprawa na Łużniki na pewno nie będzie łatwa, jednak rywal wcale nie taki straszny jak go malują. Przypomnijmy, że CSKA po raz ostatni rozegrało oficjalne spotkanie na początku grudnia ubiegłego roku (zwycięstwo z Interem 2:1 na San Siro) i w tym roku podopieczni Lenioda Słuckiego rozegrali tylko kilka spotkań sparingowych podczas zgrupowania w Hiszpanii, albo skromnie wygrywają, albo skromnie przegrywając z niezbyt wymagającymi rywalami. Oczywiście wyników sparingów nie można traktować poważnie w kontekście walki w Lidze Mistrzów (w końcu takie mecze to dla trenera okazja do zabawy w poligon doświadczalny), ale braki kadrowe rosyjskiej drużyny, już tak. Do gry zdatny nie jest nadal bramkarz Igor Akinfeev z powodu kontuzji kolana po raz ostatni zagrał pod koniec sierpnia ubiegłego roku. Kontuzje są także powodem absencji Marka Gonzaleza, Keisuke Hondy oraz łotewskiego pomocnika Aleksandersa Cauny, który w połowie stycznia przeszedł operację po tym jak złamał duży palec u nogi. Poza tym Pavel Mamaev i Kirill Nababkinnie zagrają jutro z powodu zawieszenia za kartki. Z drugiej strony mecz z Realem będzie dobrą okazją do prezentacji pozyskanych w styczniu Pontusa Wernblooma i Ahmeda Musy.
Natomiast jeśli chodzi o kadrę Realu Madryt, to Jose Mourinho nie wziął ze sobą kontuzjowanych Altintopa (lewa łydka), Lassa (problemy z kręgosłupem) i Di Marii (zbity mięsień). Poza tym wszyscy są zwarci i gotowi do gry. W zasadzie najwięcej niejasności co do tego, kto jutro pojawi się w podstawowym składzie jest w odniesieniu do linii defensywy. Ciekawe czy „The Special One” znów zdecyduje się wystawić Ramosa na prawej obronie, czy z powrotem przesunie do środka obrony. Jeśli były gracz FC Sevilli wróciłby do roli stopera to na pozycji prawego obrońcy mogą pojawić się Arbeloa i Coentrao. Ten drugi również mógłby zagrać zamiast Marcelo.
Natomiast w pomocy zapewne wystąpią znów Xabi z Granero u boku, Kaka, Oezil oraz Ronaldo, a na szpicy po raz kolejny zagra Benzema, który ostatnio prezentuje znacznie lepsza formę niż Higuain.
„Los Merengues” wygrali 27 z 30 ostatnich spotkań. Co prawda po nowym roku „Królewskim” szwankuje gra w obronie, czego efektem jest całkiem pokaźna ilość głupio straconych bramek oraz częsta konieczność odrabiania strat, to mimo to, nie licząc pojedynków z Barceloną w CdR, wicemistrzowie odnosili zwycięstwo za zwycięstwem i w efekcie czego wypracowali dziesięciopunktową przewagę nad drugą w tabeli „Duma Katalonii”. Warto również dodać, że „Królewscy” wygrali wszystkie spotkania w Champions League w tym sezonie. Miejmy nadzieje, że Real będzie kontynuował dobre passy i będzie opuszczał Łużniki z tarczą.